
W ostatnią sobotę wybraliśmy się nad pobliskie (20kilometrów) jeziorko. Droga była momentami “nieco” wyboista - kilka razy przeszorowaliśmy podwoziem (bagażniki przepełnione głównie jedzeniem
), ale cali i zdrowi dotarliśmy na miejsce. Trzeba wspomnieć, że prócz standardowej ekipy wypadowej zabrali się także szefowie (Finowie).

Wycieczka w celach oczywistych, czyli palenie drewna, jedzenie mięsa i picie napojów (bezalkoholowych oczywiście
) Na początek rozpaliliśmy ognisko dla fanów kiełbasy na kiju i grilla dla fanów boczku i karkówki. Podczas posiłku wywiązała się zażarta dyskusja o wyższości (lub niższości) pecetów nad Macami (Polska za Pecetami, Finlandia za Macami), i druga: konsole versus pecety. Wynik taki, że jak zwykle nikt nikogo nie przekonał…

Potem wpadliśmy na pomysł żeby rozegrać mecz piłki nożnej. Z powodu niezbyt równej (delikatnie mówiąc) murawy, krzywej piłki i pewnie naszych krzywych nóg
zabawa zakończyła się nieco przedwcześnie. Dzięki temu , nasz producent, dostał ksywę „Dziadek”, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Obyło się bez poważniejszych kontuzji, nie licząc skręconych kostek, skrajnego wycieńczenia oraz wylewu „Dziadka”
.Stwierdziliśmy że sport nie jest dla programistów i poszliśmy jeść dalej.

Po spaleniu całego okolicznego drewna, zrobiło się minus dwa stopnie, skończyły się napoje rozgrzewające, więc nie pozostało nic innego jak powrót do komputerów…tfu.. domów.
Jezioro Binowo (Binowskie…jak kto woli)

Chwast (fantastyczne shadery i soft shadows w czasie rzeczywistym):
